<Sorry, że tak długo... nie chodziło mi o to, że Kora zakochała się w Sanicie xd>
Podbiegłam do psa i powiedziałam:
- Dziękuję, że wróciłeś. Nie musiałeś.
Sanito nie odpowiedział.
- Chodź, przedstawię Cię tamtemu psu - wskazałam łapą Wezę, stojącego na polanie.
Sanito wzruszył ramionami i poszedł za mną niechętnie. Stanęłam między dwoma psami i powiedziałam:
- Sanito to jest Weza, Weza oto Sanito.
Psy spojrzały na siebie, kiwnęli głowami, ale nic nie powiedzieli. Przygryzałam dolną wargę i oznajmiłam:
- Wybaczcie, muszę już iść...
Odwróciłam się i zaczęłam odchodzić. Po chwili krzyknęłam do stojących nadal na polanie psów:
- Dziękuję wam obu!
Po czym znowu zaczęłam iść. Gdy doszłam do swojej jaskini, zwinęłam się w kłębek i zasnęłam.
*następnego dnia*
Gdy się obudziłam, od razu wyszłam i zaczęłam szukać Sanito. Wreszcie znalazłam go na polanie, obok jeziora. Wpatrywał się w linię horyzontu. Usiadłam cicho obok niego i również zaczęłam patrzeć na horyzont. Siedzieliśmy w milczeniu. Wiatr wiał nam zza pleców, a jego delikatny szum wdzierał się w uszy. W dole, przy jeziorze bawiły się psy. Słychać było ich śmiech, ślizgały się na lodzie przy brzegu, goniły, radośnie szczekały. Nadal wpatrując się w horyzont, spytałam:
- Dlaczego wczoraj wróciłeś?
<Sanito?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz