Ciemność z pewnością nie pomagała. Pies, wyraźnie spięty, zdawał się błądzić po terenach. Szłam za nim bez słowa, dając do zrozumienia, że nie mam nic do powiedzenia, ale kiedy po raz 4 minęliśmy tą samą smętną topolę, postanowiłam mu o tym wspomnieć:
- Eragon..Ty wiesz dokąd my idziemy?
- Ym, tak. Do jaskiń. - Chrząknął niepewnie.
- A ja, nie byłabym tego taka pewna. 4 raz idziemy obok tej topoli.
- Niemożliwe! - Pies odwrócił się raptownie, jakby chcąc się przekonać, czy owa topola rzeczywiście stoi na swoim miejscu. Stała. W niczym nie zmąconym spokoju.
- Ale...jak...to...się...stało...? - Usłyszałam jego przyciszony głos.
- Z tego co wiem, nie znasz terenów, i nas zgubiłeś. Chodź tędy. - Ponagliłam go i skręciłam w lewo. Gdy szliśmy, usłyszeliśmy jakiś szelest.
- Co to było..?! - Pies zbliżył się do mnie.
- Sowa! - Odparłam tłumiąc śmiech.
Nie minęło piętnaście minut, a znaleźliśmy się przy mojej jaskini.
- To tu. - Powiedziałam. - Idę.
- Dobrze...do zobaczenia. - Powiedział i odszedł. Gdy tylko zniknął z mojego pola widzenia, usłyszałam warczenie i szczekanie psów...
( Eragon?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz