Uniosłam głowę do góry. Ciemne chmury głębiły się nad nami, przykrywając blade niebo. Zrobiło się ciemniej. Wiatr dął tak głośno, że musiałam się drzeć aby go przekrzyczeć:
- Nike... Ja..
Pierwszy piorun przeciął niebo. Trafił w drzewo. Trafiony konar z głośnym chrzęstem łamanych kości odłączył się od reszty i poszybował ku mnie.
- Uważaj!
Wykonałam wyskok. Konar połamał się w miejscu gdzie przed chwilą stałam.
- Zmywamy się!
Biegliśmy ile tchu. Pioruny trzaskały, zaczął lać deszcz. Miałam całe futro mokre. Było zimno i głośno. Konary łamały się. Trzeba było robić uniki. Jeden piorun zapalił drzewo. Rozlazły się płomienie. Biegliśmy.
Wpadliśmy do jaskini Nike. Dyszeliśmy zmęczeni. Woda kapała z nas fałdami. Trzaski ucichły, choć szum deszczu słuchać było wyraźnie.
Zaczęliśmy się szaleńczo śmiać. Śmiałam się najgłośniej. Zarzuciłam mu łapy na szyję i wyszeptałam:
- Kocham Cię.
< Nike? XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz