Spojrzałam na nią nad krwistoczerwonych zwłok zająca, żując surowe mięso.
- Pierwszy raz spotykam owocożernego psa - zwróciłam się. - Jakie one są...?
Taylor uśmiechnęła się.
- Są naprawdę smaczne. Nie wiem czemu niektóre psy wybrzydzają owoce - odwróciła głowę i zaczęła otrząsać krzak dzikiej maliny ze śniegu.
- Może po prostu czują się jak krowy - mruknęłam żartobliwie wciąż jedząc.
- Krowy nie jedzą owoców - zaśmiała się suczka, odrywając sople od łodyg.
- Ale jedzą trawę - zauważyłam.
- Trawa to nie owoc - powiedziała Taylor skupiona zdrapywaniem lodu z liści.
- Ale jednak roślina - mruknęłam biorąc kolejny wielki kęs. Taylor zaśmiała się. Podeszła do mnie trzymając garść zamarzniętych malin które jakimś cudem utrzymały się w ten chłodny klimat. Były sine, i małe, pewnie twarde, jednak nadawały się do zjedzenia.Taylor potarła łapkami jedną z nich, która lekko się zaróżowiła.
- Chcesz spróbować? - zapytała. Miałam zamiar odpowiedzieć "nie", ale zdałam sobie sprawę, że może być smaczne. Może też zostanę krową.
- Chętnie.
Taylor rzuciła mi jedną ponad moją zajęczą ofiarą. Spudłowałam , a malina opadła w śnieg. Podniosłam ją, otrzepałam i przyjrzałam uważnie. Jak mówiłam, była mała, blada i twarda. Wsadziłam ją sobie do pyska. Mocno pogryzłam. Trudno ją było pogryźć, była zimna i ledwo czuło się smak. Jednak mimo wszystko coś tam poczułam. Skrzywiłam się, i wyplułam malinkę na łapę.
- Kwaśne - skrzywiłam się. Taylor przyglądała mi się żując swoje.
- W wiosnę mają lepszy smak - powiedziała. - Przede wszystkim są smaczniejsze, większe, bardziej różowe, nie są zimne i są miękkie.
Wytarłam łapą język. Mimo tego długo nie mogłam się pozbyć kwaśnej posoki.
< Tay? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz