Usiadłem obok niej,a ona nadal płakała i odwróciła się od mnie.
-Kiedyś mu przejdzie...-Powiedziałem.
-Kiedy?-Spytała z płaczem.
-Każdy pies tam się zmienia...wezmy na ten przykład mnie.Zmieniłem się kiedy zorientowałem się,że tak niczego nie osiągnę i uświadomiłem sobie,że zachowywałem się tylko jak ostatni idiota.-Odpowiedziałem.Taylor nadal płakała.
-Nie płacz...-Powiedziałem cicho i niepewnie.Nie wiedziałem jak zachować.Czy odejść czy zostać przy niej?
-Zapomnij o nim...-Dodałem i wstałem odchodząc.
-Dokąd idziesz?-Spytała odwracając się w moją stronę.
-Coś wyjaśnić.-Odpowiedziałem i poszedłem.Kierowałem się w stronę miasta,a pózniej do garażu.Właśnie miała się zacząć pierwsza walka.Wpadłem do garażu,a wszystkie psy skierowały swój wzrok na mnie.Nawet Alex który przygotowywał się do walki.Podszedłem do niego.
-I co?Miło ci teraz?-Spytałem.
-Tak.-Odpowiedział pewnie.
-Czyli Taylor cię nie obchodzi?-Spytałem.
-Nie,a tak w ogóle to spadaj,bo pożałujesz.
Wtedy chciałem już go przybić do ziemi,ale Fart powstrzymał mnie razem z Muerte i powiedzieli,że lepiej będzie jak sobie już pójdę.Rzuciłem im tylko grozne spojrzenie i wyszedłem.I co dalej?Wrócić do Taylor i powiedzieć,że jej brat ma ją gdzieś.Czy wrócić na walki?Szedłem w stronę sfory,a na przeciw wyszła mi Taylor.
(Taylor?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz