Pies poszedł w swoją stronę. Ja zostałam w jaskini. Musiałam jeszcze poroznosić jedzenie psom, które nie są w stanie same polować...
~***~
Leżałam w jaskini. Wszystko było gotowe. Na dworze padał deszcz i wiał silny wiatr. Nagle usłyszałam kroki, to były głośne kroki potężnego psa. Zza krzaków wyłonił się pies, ten który jeszcze rano opuszczał sforę.
- Zmieniłeś zdanie... ? - spytałam obojętnie.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz