środa, 7 stycznia 2015

Od Sanito CD Kora

(Kora, mam nadzieję, że nie zrozumiałaś z mojego opowiadania, że Sanito się w tobie zakochał xD Nie to miałam na myśli XD)

Odwróciłem się do niej.
- Nie jestem w tobie zakochany - uniosłem brew.
- Wiem - milczała. Wstałem pierwszy. Strząsnąłem z siebie kropelki rosy które osiadły na moim futrze. Bez pożegnania odszedłem w las, zostawiając Korę samą nad brzegiem. Szybko ten widok znikł, gdyż zasłoniły go drzewa, a świergot świerszczy ucichł wraz z rechotem żab. Jeziorne dźwięki zastąpiły teraz puste odgłosy poruszanych traw i szelest liści. Gdzieś w tej gęstwinie zahuczała sowa, a ja wykryłem jej złote oczy wpatrujące się we mnie bez wyrazu. Zatrzymałem się. Złote krążki odznaczały się wyraźnie na tle ciemnych odcieni nocy, kiedy jedno oko mrugnęło, po czym sowa z głośnym szelestem rozwarła skrzydła i przeleciała tuż nade mną niebezpiecznie ocierając się skrzydłem o mój policzek. Odprowadziłem ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła za chmurą liści. Nie zdążyłem się zbytnio oddalić. Chciałem wrócić, jednak nie do mojej jaskini. Po prostu wrócić.
 Tą piękną ciszę przedarło psie wycie. Podłużne i pełne bólu, w którym od razu wy słyszałem wołanie o pomoc. Nie odpowiedziałem i miałem zamiar odejść, jednak coś nie pozwalało mi zostawić kogoś w w potrzebie. Odwróciłem się. Cicho szczeknąłem z nadzieją, że mimo, iż to była odpowiedź nikt tego nie usłyszał. Znany mi szelest rozdarł ciszę i wraz z szelestem liści nadleciała sowa. Ta sama o oczach złotych niczym krążki. Uciekała przed czymś, co na pewno było powodem SOS.

Ruszyłem biegiem rozdeptując sobie przejście przez krzaki, łamałem gałązki pyskiem.  Czułem, że byłem blisko. Gdy wpadłem nad brzegi jeziora, przywitało mnie dziwne widowisko.
Przerażona Kora stała sama w środku kręgu zgłodniałej watahy wilków której koło wciąż się kurczyło. Bez zastanowienia, wyskoczyłem i pociągnąłem jednego wilka za ogon. Przerażony pisnął i skulił się, po czym jego łamiący się skowyt przeszedł w złowrogi wark. Wyszczerzył ryjec w moją stronę. Kora widząc usterkę w zamykającej się pułapce wyskoczyła jak oparzona wskakując wilkowi na plecy. Inne wilki zareagowały jak się nie  spodziewałem: nagle zaskomlały i rzuciły się do ucieczki. Z gęstwiny wyszedł pies. Nieznajomy mi, o gęsto ciapkowanej maści.
- O, widzę, że już nie jestem potrzebny - mruknąłem, gdy na gałęzi obok z głośnym szelestem usiadła sowa, a jej szczerozłote oczy rozbłysły. Odwróciłem się z powrotem w las, kiedy Kora krzyknęła.
- Poczekaj!
< Kora?> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz