Spojrzałem na nią.
- To od kiedy można powiedzieć to komuś w prost?
Kora spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Emm? Zawsze? To nie jest coś czego można się wstydzić, ani coś jak "Kocham Cię".
Pokiwałem delikatnie głową. Moją uwagę zwrócił nagły szelest, liści. Moja głowa automatycznie zwróciła się w tamtą stronę. Na gałęzi usiadła kremowo- biała sowa - płomykówka, za sama co zawsze mnie śledzi. Jej monetowe oczy wciąż wypatrywały we mnie oznakę zdziwienia, ale moja twarz była zastygła w kamieniu.
(Tak, wiem, że nie ma złotych oczu, ale chodziło mi o umaszczenie)
Kora zauważyła, że coś przykuło mój wzrok. Przysunęła się o pare kroków i szepnęła:
- Piękna prawda? Rzadko można spotkać płomykówkę w tych częściach lasu...
Zignorowałem sowę i zwróciłem się do Kory.
- Co oznacza "Lubić kogoś" .. - pokręciłem głową. - Dzielenie się z kimś relacjami... Jest dziwne.
- Przyjaźń jest wielka - zaczęła Kora. - Ma w sobie tyle wartości... Na niej opiera się świat... To jest główny rdzeń życia.
Spojrzałem na nią kątem oka.
- Na czym polega...? Może to dziwnie zabrzmi, ale... nigdy się z nią nie spotkałem.
Zaśmiała się cicho.
- Psy obdarowują siebie mocnym uczuciem zaufania... Możemy liczyć na drugą osobę i nie zaznać zawiedzenia... Ech - mruknęła. - Trudno to wytłumaczyć. Może po prostu zacytuję pewien wiersz który usłyszałam?
Milczałem. Odchrząknęła i zaczęła:
"Serce nie musi być duże
- by przyjaźń dawało.
Wystarczy takie maleńkie
- żeby uczucia skrywało.
Więc moje serce
- choć jak muszelka malutkie,
Jest pełne zmysłów i uczuć
- i jak płomień cieplutkie.
Serce jest jak ogród,
- w którym rosną przyjaźni kwiaty,
I każdy kto pielęgnuje je
- jest to pies bogaty."
Kiedy zakończyła, westchnęła:
- Dużo on mówi...
- Mi nic nie mówi - mruknąłem. Uśmiechnęła się.
- Można było się spodziewać.
Milczeliśmy. Płomykówka straciła nami zainteresowanie i odleciała z głośnym hałasem. Zacząłem:
- Wiesz co?
- Hę?
- Chyba cię lubię.
<Kora? >

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz