środa, 14 stycznia 2015

Od Despero C.D. Chada

-No u jednego mieszańca.Taki kurdupel,ale okazało się,że po swojej stronie ma tam parę psów.-Powiedziałem i aż coś ścisnęło mnie w gardle kiedy przypomniałem sobie jak jeden pies z bandy przycisnął mnie do ściany i omal nie udusił.-Wychodzą głównie w nocy i łażą za mną by mnie wreszcie dopaść.Toczy się to już jakieś ładne dwa lata.Na razie to tylko ostro mnie poranili,ale boję się,że dojdzie do czegoś gorszego.-Dodałem i spojrzałem się niespokojnie na horyzont.Nie chciałem wyjawić psu całej prawdy bo wtedy na pewno by mnie zostawił i nawet może podsunął tej bandzie.Słońce powoli zachodziło,a mnie przeszedł dziwny dreszcz.
-Jak chcesz to możesz iść.-Powiedziałem patrząc się na zachodzące słońce,a potem na górę za którą było miasto.
-Ja już idę.-Dodałem po chwili i już chciałem stawić pierwszy krok Chada mnie zatrzymał mówiąc:
-A te psy?
-Mam je gdzieś.Chciałbym chociaż raz w życiu pójść spać normalnie.-Odpowiedziałem nie odwracając się nawet i poszedłem stanowczo przed siebie.Kiedy wszedłem w ciemny już las obleciał mnie strach.Rozglądałem się dookoła szukając jednego z psów.Nagle przed mną stanął wielki pies.W ciemności nie rozpoznałem ani rasy ani psa.Wiedziałem tylko,że jest wielki.Trzepnął mnie łapą,a ja uderzyłem mocno o drzewo.Potem z ciemności wyszło jeszcze siedem psów,a po środku szedł jak zawsze ten mieszaniec.
-Zdecydowałeś się oddać mi moją własność?-Warknął.
-Nie!-Krzyknąłem.
-To należy do mnie,a ty po prostu to ukradłeś.-Znów warknął,a po jego dwóch bokach stanęły dwa duże owczarki.
-Dess,to robi się już śmieszne.Gonię cię już od dobrych dwóch lat,a ty i tak powtarzasz wciąż swoje.-Powiedział mieszaniec,a ja podniosłem się z ziemi.Zrobiłem niepewnie krok w tył.
-A jak nie mam tej twojej całej własności?-Spytałem z szyderczym uśmiechem.
-To zabiję i ciebie i innych którzy wejdą nam w drogę.-Warknął jeden z owczarków i podszedł do mnie i uderzył tak,że znów walnąłem w drzewo.Chwyciłem się za bok który strasznie mnie bolał i taż podciąłem psa który zaczął mnie ścigać.
-Nie dajcie mu uciec!-Krzyczał mieszaniec,a ja pobiegłem ile sił w łapach prawie na oślep przed siebie.Nagle na drodze stanął mi Chada.
-I takie moje zakichane szczęście.-Mruknąłem.
-Co się stało?-Spytał.
-Nie mam czasu wyjaśniać.-Powiedziałem pospiesznie i ominąłem go biegnąc przed siebie.Po chwili dogonił mnie Chada.Był najwyrazniej zły na to,że nie chciałem odpowiedzieć na jego pytanie.
-Powiesz mi o co chodzi?-Warknął i zatrzymał mnie.
-Ścigają mnie!Wystarczy czy może sobie jeszcze trochę posiedzimy?-Spytałem i obejrzałem się za siebie gdzie biegły te dwa owczarki.Nie było już czasu na ucieczkę więc po prostu naskoczyłem na jednego owczarka,a Chada na drugiego.Po paru minutach jeden owczarek został zabity,a drugi uciekł lekko przy tym kulejąc.Zastanawiało mnie tylko jak Chada znalazł się w tym samym miejscu.
-Śledziłeś mnie?-Spytałem z nutą złości.

(Chada?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz