Popatrzyłam na psa wesoło.
-Tak po prostu. - powiedział.
-Zaraz coś na to zaradzę. - stanęłam w pozie superbohatera. Wzięłam głęboki oddech, jakbym miała conajmniej przemówienie wygłosić. -Berek! - krzyknęłam i ruszyłam przed siebie.
Pies chwilę wahał się, czy mnie gonić, po czym ruszył w pościg.
Był naprawdę szybki, lecz ja szybsza i gdyby nie mój głupi lęk wysokości by mnie nie dogonił. Zatrzymałam się na wzgórzu. Droga w dół była stroma. Zatrzęsłam się. Pies o mało na mnie nie wpadł.
-Berek... - powiedział dotykając mojego ramienia. Był zdyszany i upadł na ziemię. Położył się na plecach.
-I j...jak zejdziemy? - spytałam jąkając się.
-Chyba nie boisz się wysokości. - zadrwił. Widząc, jak spuszczam łeb spoważniał. -Oj no nie chciałem cię urazić. - dodał zmieszany.
-Nie szkodzi... - wymamrotałam. -Jestem Taylor. - podałam psu łapę.
-Doo. - uścisnął ją i wstał. -Chodź, pomogę ci. Zamknij oczy, a ja zwyczajnie cię sprowadzę na dół.
Zamknęłam oczy i pozwoliłam mu się sprowadzić. W pewnym momencie potknął się o coś i oboje polecieliśmy na dół.
-Przepraszam. - powiedział, gdy w końcu sturlaliśmy się z góry. W odpowiedzi zaśmiałam się przyjaźnie i posłałam mu radosny uśmiech.
-Nie ma sprawy. Przynajmniej jesteśmy na dole. - odpowiedziałam, gdy faza śmiechu mi przeszła.
Patrzył na mnie chwilę po czym powiedział.
-...
<Doo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz