czwartek, 8 stycznia 2015

Od Taylor CD Maxwell

-Puśćcie nas. - Max nie wydawał się ani trochę wystraszony.
Wilk się roześmiał.
-Nie ma niczego za darmo. - warknął. -Trzeba wykarmić całą watahę.
-Możemy wam coś upolować. - powiedziałam cicho.
-Dobrze. - powiedział po namyśle. -Macie jeden dzień. Macie nam upolować 49 jeleni i 51 zająców. Jeżeli jutro o tej porze nie będzie naszego jedzenia przyjdziemu tu całą watahą. - po tych słowach dał znak łapą i ruszył na północ, a reszta za nim.
-I jak my upolujemy tyle zwierzyny? Zdarza się, że nie potrafię śniadania złapać.. - zapłakałam.
-Na pewno nie będziesz polować z tą łapą. Dam radę. - wytarł mi łzy.
-Oj nie! Tak to nie będzie! To przeze mnie wpadł na ten pomysł. Pomogę Ci. Jeśli zaczniemy teraz powinno się udać.
-Tay...
-Czujesz? - przerwałam. -Ten zapach... Całe stado! Chodź, zanim ktoś inny je złapie! - ruszyłam pędem. Pies tylko westchnął i pobiegł za mną.
Faktycznie wytropiłam stado. Wielkie stado. Od razu ruszyliśmy do ataku. Ciemność była nam na rękę - zwierzęta nie widziały, gdzie mają uciekać.
W oewnym momencie poczułam, że powieki mi się zamykają. Max również to dostrzegł.
-Chodź, odpoczniemy, mamy już ponad połowę. - powiedział.
-Dobrze.
Zaszliśmy do najbliższj pustej jaskini. Położyłam się na ziemi i zasnęłam.
~***~
Obudziłam się przy szóstej rano. Było dwa razy więcej jedzenia, niż wczoraj. Max skończył zbieranie w nocy, gdy spałam.
-Mieliśmy zbierać razem... - pokręciłam łebkiem. -Dziękuję. - pogłaskałam śpiącego teriera po łapie. Uśmiechnął się przez sen. Pobiegłam do wczorajszego miejsca spotkania wilków. Siedział tam jeden z nich, prawdopodobnie przywódca.
-Dzisiaj wieczorem przyjdę po zwierzynę. - upomniał się.
-Zrób to już teraz i daj naszej sforze spokój raz na zawsze. - powiedziałam i machnęłam łapą, żeby poszedł za mną.
Gdy dotarliśmy do celu wilk był zaskoczony.
-Udało wam się?! To na jutro tyle samo. - powiedział i obnażył kły.
-Miałeś nas zostawić! - krzyknęłam.
-Zasady się zmieniły. - zaśmiał się budząc tym teriera.
Od razu zorientował się, o co chodzi.
-Mam zwołać sforę? - warknął.
-Uspokój się. - dzikus powoli zaczął podchodzić do niego, jednak patrząc na mnie zmienił zamiary. Jednym ruchem łapy przycisnął mnie do ściany.
-Macie codziennie dla nas polować, albo ona zginie. - zaśmiał się jeszcze gorzej, niż wcześniej.
Spojrzałam psu prosto w oczy. Ujrzałam w nich złość.
<Max?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz