Suczka upierała się, aby pozostała. Wolę sam zażegnać spór pomiędzy MOIM wrogiem i niczyim innym. Nie chcę, aby częściowo z mojej winy zginęła niewinna istota. Nie wątpię, że jest silna i odważna, ale to nie czas i miejsce ... Me refleksje przerwał donośny i ironiczny głos.
- No, Eragonie znów się widzimy. - zaśmiał się złowrogo.
Przewróciłem tylko oczyma i nic nie odpowiedziałem, olewając go. Rozwścieczyłem tym też psa, który gniewnie się na mnie rzucił. Zaczęliśmy się tarmosić i turlać, po ziemi. Suka się przyglądała całej tej scenie z lekką frustracją. Udało mi się go odepchnąć na moment i wstałem na równe nogi, otrząsając się z kurzu. Pies był oszołomiony, więc miałem chwilę na ucieczką.
- Chodź! - pociągnąłem za sobą piękną istotę, rasy psiej.
<Lolla?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz