poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Taylor CD Maxwell'a

Popatrzyłam na zwinne ruchy psa. W pewnym momencie zauważyłam, że zawsze skakał parę centymetrów przed drzewem odbijając się od ziemi.
-Teraz ty. - powiedział. Kiwnęłam głową u ruszyłam.
Na początku nie było źle, ale drzewa robiły się corasz grubsze... W pewnym momencie zahaczyłam łapą o odstającą gałąź i upadłam waląc łbem w następne drzewo.
-Nic ci nie jest? - pies przybiegł od razu.
-Jak tak dalej będzie medyczka będzie samej siebie potrzebowała. - parsknęłam śmiechem. Łapa była rozcięta. Niewielki otwór, jednak wylało się sporo krwi.
-Dasz radę iść? - terier przyjrzał się ranie.
-Wątpisz we mnie? - uśmiechnęłam się i wstałam. Jeszcze tylko wybrać dobrą pozycję startową... Ruszyłam biegiem do jaskini. Doświadczenie pozwoliło mi biec tak, aby jak najmniej dotykać rozciętą łapą ziemi, dzięki czemu nie bolało aż tak. Max biegł obok mnie. Zahamowałam przed jaskinią i weszłam do środka. Pies za mną.
-Aria, pomożesz mi? - zwróciłam się do pielęgniarki.
-Jasne. - suczka podała bandaż i mały pomarańczowy pojemniczek. Odkręciłam wieczko i wzięłam trochę maści na łapę. Od samego patrzenia na nią zaczęło mnie piec. Przyłożyłam do rany i zacisnęłam zęby, żeby nie krzyknąć. W tym czasie Aria przyłożyła zioła lecznicze i zabandażowała całość.  Max przyglądam się nam z ciekawością.
-Maść się kończy... Trzeba będzie pobiec do miasta. - zauważyłam.
-Chyba nie zamierzasz biec z raną? - pies spojrzał na mnie z lekkim zaskoczeniem.
-Bandaż jest elastyczny, a zioła dobrze działają o maści nie wspominając. Przy dobraniu odpowiedniej prędkości i ułożenia łap nie powinno boleć. Idziesz ze mną? - spojrzałam na teriera pytająco.
<Max?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz