-Nikt chyba już nie umie dobrze polować...- mruknąłem i ruszyłem jak zawsze utykając w stronę linii gór...
-A ty gdzie idziesz?- spytała.
-W góry... Tam zwierzęta się nie spodziewają, że ktoś będzie na nie polował...- powiedziałem sucho.
-Czemu skoro jesteś taki we wszystkim najlepszy, nie zapolujesz tutaj?- warknęła lekko.
-Nie jestem we wszystkim najlepszy... Ale umiem myśleć...- odparłem.
-Coś sugerujesz?- spytała zła i zrównała się ze mną. Spojrzałem na nią przelotnie. Zaśmiałem się krótko drwiąco.- Aż taka jestem zabawna?- warknęła.
-Jesteś irytująca... Już ci to mówiłem...- powiedziałem bez żadnych emocji.
-Może skoro jestem tak nisko intelektualnie, to mi wytłumaczysz, czemu nie zapolujesz tutaj?- prychnęła.
-Bo nie jestem w stanie polować na coś, co jest czujne i się mnie spodziewa.- powiedziałem spokojnie.
-A to niby czemu?- spytała jakby oburzona.
-Bo mam rozpier***eloną łapę...- odparłem. Zamilkła. Szliśmy w ciszy... Nie wiem czemu szła ze mną... Ale wisiało mi to...
****************
Znaleźliśmy się między górami w dolinie... Dał się słyszeć gdzieś z oddali ryk niedźwiedzia... Przewróciłem oczami i szedłem dalej przed siebie... Omega szła kawałek za mną rozglądając się na około. Skrzywiłem się nieco... Wyczułem zapach łosia... Ruszyłem za zapachem. Już po niedługim czasie dostrzegłem swój cel.
-Ty tu zostań... Spłoszysz mi go...- mruknąłem do Omegi.
-To ja jestem Alphą... Nie ty...- warknęła, ale spojrzałem na nią tylko w milczeniu. Chwilę znosiła mój wzrok, by w końcu odpuścić.
-To jest moja zdobycz...- mruknąłem i ruszyłem powoli na łosia... Duży samiec z szerokimi łopatami... Oblizałem się. Już czułem ten żelazny smak krwi... Przeszedłem w teucht. Zorientował się zbyt późno. Skoczyłem na niego i zatrzasnąłem mu szczęki na karku. Zaczął skakać i wierzgać jak opętany. Nie puszczałem. Minęły dwie minuty. Szarpanina mi się znudziła... Docisnąłem szczęki do końca i pociągnąłem wyrywając mu kawałek kręgosłupa. Od razu upadł na ziemię. Oblizałem pysk z krwi. Złapałem łosia za nogę i zacząłem ciągnąć z powrotem w stronę sfory... Omega szła za mną...
-Pomóc ci?- spytała.
-Nie jestem kimś, komu się w czymkolwiek pomaga...- mruknąłem.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz