środa, 14 stycznia 2015

Od Chady Do Despero

Kiedy Omega poszła sobie wkurzona, pokręciłem oczami i wziąłem łosia do swojej jaskini nieopodal klifu. Tam zjadłem trochę, a resztę schowałem. Następnie ruszyłem swym stałym, utykającym krokiem na spacer... Rozmyślałem... Wszystko było tak bardzo bezsensowne... Po co dołączałem...? Przecież nie należę do psów, które pragną towarzystwa... Skrzywiłem się na samo wspomnienie szczęścia, jakie zobaczyłem pierwszego dnia...
-Radość...- mruknąłem z drwiną pod nosem. W tym momencie wyczułem innego psa. Spojrzałem w górę, skąd dochodził zapach. Na drzewie siedział skulony pies... Uniosłem jedną brew.
~Kolejny wybryk natury...?~ mruknąłem w myślach. Nagle pies spytał:
-Jesteś z podziemia... Co nie...?- spytał z nutą strachu w głosie.
-A i owszem... A czego chcesz...?- mruknąłem. Pies rozejrzał się lękliwe. Nie wyczuł chyba nic, bo zeskoczył z drzewa i stanął kilka metrów przede mną.
-Jestem... jestem Despero...- powiedział.
-Po co mi się przedstawiasz...?- mruknąłem patrząc na niego.
-Nie wiem... Z grzeczności... (?)- uśmiechnął się delikatnie.
-Grzeczność... To tylko niepotrzebny wymysł...- mruknąłem. Ruszyłem dalej.
-A ty jak się nazywasz?- spytał podbiegając do mnie.
-Chada...- rzuciłem tylko.
-Acha...- pokiwał głową.
-Chcesz coś jeszcze...?- spytałem mrukliwie.
-No... Wyglądasz na... dość... silnego... i w ogóle... Może... mógłbym... mógłbym jakiś czas z tobą pochodzić...? Będę cicho... Jeśli nie chcesz rozmawiać...- powiedział.
-A co ja jestem? Opiekunka?- mruknąłem.
-Proszę... Tylko kilka godzin...- poprosił.
-Ech... Po co? Zgaduję, że sobie u kogoś nagrabiłeś, a teraz masz stracha... Dobrze mniemam...?- spojrzałem na niego przelotnie.
-No... Powiedzmy...- spojrzał speszony w ziemię.
-Dobra... Możesz ze mną iść... Ale nie zadajesz pytań i siedzisz cicho... A... i nie zaniżasz tempa...- mruknąłem w końcu.- Jasne...?- rzuciłem patrząc na niego. Pokiwał głową.
-Dzięki wielkie... Jestem twoim dłużnikiem.- powiedział...
-Zbędne uprzejmości...- przewróciłem oczami i ruszyłem dalej... Despero łaził za mną jak cień, rozglądając się niespokojnie. Kiedy doszliśmy nad jezioro, spytałem:
-U kogo sobie aż tak narobiłeś, że tak się trzęsiesz jak liść na wietrze? Musi być potwornie straszny.- spojrzałem na niego maczając pysk w wodzie jeziora.

<Despero?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz