niedziela, 11 stycznia 2015

Od Despero C.D. Taylor

Zamyśliłem się na chwilę.
-Jasne.-Odpowiedziałem,bo zresztą co mi to będzie przeszkadzało?
-A dokąd idziesz?-Spytała Taylor.
-Gdzie łapy poniosą.-Odpowiedziałem obojętnie i ruszyłem idąc przed siebie.Taylor poszła niepewnie za mną.Przeszliśmy przez granicę sfory i wtedy suczka się zaniepokoiła.
-Dokąd idziesz?-Spytała.
-Jak Ci się nie podoba to zostań.-Odpowiedziałem nawet się nie oglądając.Po chwili usłyszałem jak za mną biegnie.
-Idę do opuszczonego domu.-Powiedziałem kiedy była już obok.
-A gdzie to jest?
-Tam za górą.-Odpowiedziałem i przyśpieszyłem.Dotarliśmy tam po piętnastu minutach,a przed nami stał duży dom.
Wszedłem pewny siebie do środka nie zwracając uwagi na Taylor.Ciszę zakłócił trzask który brzmiał jakby na górze domu rozgrywała się jakaś walka.Wszedłem cicho po schodach,a kiedy byłem już na górze rozejrzałem się dookoła.Wszedłem na piętro,a suczka za mną.Wreszcie wszedłem do pierwszego pokoju.Siedziało tam z pięć psów z czego dwa psy walczyły.Rozpoznałem,że był to Lider i Fart.Wszedłem do pokoju,akurat wtedy kiedy Fart rozłożył Lidera na ziemi.
-Dess?-Spytał Fart podchodząc do mnie coraz bliżej.
-Nie,święty.-Odpowiedziałem sarkastycznie.
-Taki jak zawsze.-Zaśmiał się i przybił mi łapę.
-A co my tu mamy?-Spytał Lider podchodząc do Taylor.
-Tylko spróbuj ją tknąć,a będziesz leżał.-Warknąłem.
-Oj,Dess.To po co ją tu przyprowadziłeś?
-Sama chciała.-Odpowiedziałem i usiadłem obok reszty.
-Dawno cię tu nie było.-Powiedział Mściciel.
-Nie miałem czasu wpaść.No wiecie zresztą sami...Bosco i ta jego banda.
-Jak bym był jego wielkości to już by nie żył.-Warknął Mściciel.
Taylor była przestraszona,a nie wyszła z domu bo przed nim zebrało się jeszcze sześć psów które pilnowały czy nie idzie tamten gang.
-Usiądz.-Powiedział wreszcie Mściciel do Taylor.
Spojrzałem się na niego z zdziwieniem,a suczka trochę niepewnie usiadła obok.
-Dess,do czego ty teraz należysz ty mi powiedz?-Spytał Mściciel.
-Do takiej jednej sfory.-Odpowiedziałem obojętnie.
-A od kiedy ktoś tobą rządzi?-Zaśmiał się.
Spojrzałem się na znak moich dawnych walk do których należałem i westchnąłem ciężko.
-Będę się już zbierać.-Powiedziałem i wyszedłem z pokoju,a za mną poszła Taylor.Cicho przeszliśmy przez korytarz,a potem przeszliśmy między psami na dworze.Szedłem w kierunku sfory czując na sobie wzrok suczki.Wreszcie zatrzymałem się przed suczką i spytałem:
-Ty naprawdę nie boisz się za mną chodzić?

(Taylor?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz