piątek, 16 stycznia 2015

Od Ignis'a

Wracałem z miasta po zakończonej walce z Goliatem - jednym z największych psów na walkach.Szedłem pustą ulicą po której nie przejeżdżały auta ani nie chodzili ludzie.Było ciemno,a chodnik oświecały tylko latarnie.Odwracałem się co parę sekund do tyłu lub rozglądałem się po ciemnej i cichej ulicy.Ta cisza dzwoniła w uszach,a jedyne co ją przerywało były to moje kroki.Trwało to tak przez dłuższą chwilę,a potem usłyszałem czyjeś kroki.Odwróciłem się i skoczyłem w mrok wgryzając się kłami w przeciwnika.
-Pogięło cię!-Krzyknął ten na którego naskoczyłem.Okazało się,że był to Fart.Zszedłem z niego,a on dotknął rany by zobaczyć czy nie krwawi.
-A może byś ostrzegał przed tym jak będziesz za mną łaził?-Spytałem zdenerwowany i odwróciłem się by iść dalej i wracać do sfory.
-Mściciel...?
-Czego?!-Warknąłem odwracając łeb i zatrzymując się.Fart rozejrzał się i podszedł do mnie bliżej.
-Tak?-Spytałem niecierpliwy.
-Jutro masz walkę o 10:00...-Powiedział trochę przestraszony.Spojrzałem się na niego i kiwnąłem głową na znak,że przyjdę.Wtedy odwróciłem się i zacząłem iść do sfory.Nie spieszyłem się więc szedłem powoli rozglądając się po drodze.Kiedy wszedłem na tereny pomyślałem,że pójdę sobie jeszcze na trening,bo na razie Alfa nie wyznaczyła mi żadnych zadań.Najpierw poszedłem na polanę która była starannie ukryta przez drzewa żeby sobie pobiegać i może nawet pobić własny rekord.Stanąłem na linii startu którą wyznaczały dwa drzewa stojące obok siebie o jakieś pięć czy sześć metrów.Meta była na drugim końcu polany,a wyznaczał ją duży kamień.Kiedy wystartowałem zacząłem przyspieszać i przyspieszać.Już myślałem,że pobiję rekord,a tu przed mnie wpadł jakiś pies.Wpadłem na niego,bo nie umiałem wyhamować.Pies przewrócił mnie na plecy.Było tak ciemno,że nie mogłem się zorientować czy to członek sfory cza jakiś inny dziki pies.Wtedy ja przewróciłem psa i przybiłem go do ziemi,ale on odepchnął mnie tylnymi łapami przez co wylądowałem około dwa metry od niego.Pózniej razem wstaliśmy i przyglądaliśmy się sobie przez dłuższą chwilę i wtedy ten ktoś powiedział:
-...

(Ktoś?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz