-Tak...-Odpowiedziałem lekko się wahając.Ufałem jej,ale...no właśnie ale.
-Chodz.-Powiedziałem po chwili ciszy,a suczka poszła za mną.
-Dokąd idziemy?-Spytała i dorównała mi kroku.
-Sama się przekonasz.-Powiedziałem bardzo poważnie nie spuszczając wzroku z horyzontu na którym było widać małą jaskinię u podnóża góry.Na miejscu byliśmy dopiero dwadzieścia minut pózniej.Stanęliśmy przed dość dużą jaskinią.Było w niej strasznie ciemno,ale mimo to wszedłem do środka,a za mną Taylor.Ciemny i wilgotny korytarz zaprowadził nas do pięknego pomieszczenia.Była tam przezroczysta i czysta woda.Nie była ona głęboka,a na samym środku tej wody była mała wysepka.Taylor rozejrzała się po jaskini.Wypełniało ją światło które w jaskini wyglądało na prawie niebieskie.Wtedy podszedłem powoli do skalnej ściany.Były na niej ślady odbitych łap,a po środku wyryte pazurem serce w którym było napisane: D+L
Przycisnąłem łapę do swojego dawnego odcisku.Nadal pasowała.Taylor patrzyła się na skałę.
-Myślę,że mogę Ci ufać...i,że nigdy nikomu nie powiesz o tym miejscu.-Powiedziałem i postawiłem łapę z powrotem na ziemię.
(Taylor?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz