niedziela, 18 stycznia 2015

Od Shiry CD Maxwell

 Również przewróciłam oczami. Pies zaczął odchodzić. Stanęłam mu na drodze i powiedziałam stanowczym tonem:
- Słuchaj, nie odstawiaj scen, okey? Mogę Cię traktować jak gbura, który marzy o zabiciu wszystkich dookoła. Uwierz mi, że mogę być naprawdę niemiła, ale tego nie chcę. Cały czas trzymam się na uwięzi. Cały czas coś doprowadza mnie do szału, ale nie daję tego po sobie poznać. A jeśli już, to Ty jesteś kolejnym, który uważa, że nie potrafię na nikogo krzyknąć.
 Machnęłam ogonem i uniosłam wyzywająco brew. Pies patrzył na mnie morderczym wzrokiem, ale niewzruszenie stałam na swoim miejscu. Po kilku minutach, westchnęłam i powiedziałam:
- Ech... kończymy już? Nie będę już zwracać uwagi na Twoje życie osobiste. Możemy iść w całkowitej ciszy. Mnie wszystko jedno. Byleby nie stać cały czas w miejscu. Idziemy?
 Maxwell rzucił mi niechętnie spojrzenie, ale ruszył za mną. Tak jak mówiłam, szliśmy w milczeniu. Nie odzywałam się, nawet nie próbowałam. Gdy doszliśmy do jeziora, usiadłam na brzegu.
- Co ty robisz? - spytał gburowato Max - Sama mówiłaś, że możemy robić wszystko jedno co, byleby nie stać w miejscu.
 Podarowałam psu gniewne spojrzenie i przygryzłam dolną wargę. Nie podobało mi się, że chwyta mnie za słowa.
- Masz rację - odparłam z jadowitym uśmieszkiem - skoro mamy nie siedzieć w miejscu, to... - podeszłam do niego - Berek! - krzyknęłam klepiąc go i odbiegając.
 Stanęłam kilka metrów od niego, na wzgórzu. Podniosłam uszy i ogon i stałam tak przez chwilę. Powoli podeszłam do stojącego cały czas na jeziorem Maxa i spytałam:
- Żyjesz?
 Nagle pies odwrócił się, klepnął mnie i krzyknął:
- Berek! Żyję, i już się nie bawię.
 Usiadłam naprzeciw niego, przechyliłam łeb i spytałam:
- To co, Einsteinie, co robimy?

<Maxiu? ^^>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz