niedziela, 11 stycznia 2015

Od Despero

Siedziałem sobie jak zresztą zawsze na drzewie.Ułożyłem się wygodnie na wysokiej i grubej gałęzi zdolnej mnie utrzymać.Słońce zachodziło już za dużą górą na horyzoncie,a polana która do tych czas tętniła życiem opustoszała.Zostały tylko zaledwie trzy psy.Żadem mnie jeszcze nie dostrzegł chociaż na drzewach w ogóle nie było liści.Patrzyłem się na te trzy psy które już powoli się rozchodziły każdy w swoją stronę.Ostatnia została tylko alfa.Rozejrzała się dookoła czy nikogo nie ma i sama poszła.A jeszcze w dzień było tu tyle psów.Każdy bawił się z drugim,rozmawiał lub nawet walczył.Nikt nie zwracał na mnie uwagi.Nawet jak ktoś skierował na mnie wzrok i tak go spuścił.Kiedy zrobiło się już zupełnie cicho i nawet sowa nie odpowiedziała wilkowi swym wrogim hukiem ja zeskoczyłem na ziemię i poszedłem się przejść po ciemnym lesie.Jednak szybko się zorientowałem,że nie jestem sam.W blasku księżyca widać było jakiegoś/jakąś psa/suczkę.Z ciekawości podszedłem bliżej.

(Ktoś zechce dokończyć?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz