środa, 7 stycznia 2015

Od Eragon'a do Saphiry

Dzisiaj na polowaniu spędziłem bardzo dużo czasu, a efekty były i tak marne. Szczerze, to ja mam już tego serdecznie dość, chociaż ... przynajmniej wypełniam sobie czas i nie marnuje go bezczynnie. Wracałem z Lasu. Po drodze skręciłem w jakąś nieznaną mi dotąd ścieżkę. Nie wiedziałem, po co i dlaczego, to robię. Za pewne ciekawość była silniejsza ode mnie i nie myśląc o zagrożeniach zagłębiałem się w las. Dróżka była wąska, w sumie, to tego nie było można nazwać dróżką, był to wydeptany szlak. Idąc chłodził mnie wiatr, który powodował szum, czasem był on, nawet ukojeniem dla uszu. Po obydwu stronach rosły wysokie i bujne krzewy oraz zarośla. Zupełnie blisko były też drzewa, stare dęby i duże, płaczące wierzby. Szedłem tak już sporo czasu, postanowiłem, że kawałek pobiegnę, w końcu muszę się z tego wydostać, a nie ma sensu się zawrócić. Udało mi się wyjść z tego gąszczu. Zobaczyłem wielkiego basiora, któremu ciekła piana z pyska. Miał czarną, brudną sierść. Błyszczące się oczy, które powodowały strach. Wystawały też kły, które były czerwone, za pewno przed chwilą jadł coś ... żywego. Zobaczyłem, że jest tam też pies i to w dodatku nie za duży i nie za silny. Pomyślałem, że to suczka, ponieważ samiec rzuciłby się na przeciwnika. Postanowiłem, że jej pomogę. Z zaskoczenia rzuciłem się na basiora, przegryzając mu kark. Walczyłem z, nim długo, udało się wygrałem! Nie mogę w to uwierzyć, ponadto prawie nic mi nie jest. Podszedłem do przelęknionej suczki.
- Nic Ci nie jest? - spytałem.

<Saphira?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz