Machnęłam ogonem i z jadowitym uśmiechem oznajmiłam:
- Mogę Cię już zostawić, królu ciętej riposty. Raczej się
nie zgubisz, bo pokazałam Ci wszystkie tereny i o ile słuchałeś, to wrócisz do
swojej jaskini.
Po czym postawiłam
uszy i truchtem ruszyłam przed siebie, zostawiając go na środku wzgórza.
Wróciłam do swojej jaskini, gdzie przywitał mnie pisk Kinga. Dałam mu trochę
korzonków i zaczęłam się zastanawiać co robi Sanito. Gdy zapadł zmierzch,
wyszłam na wieczorny spacer. Powietrze było lżejsze niż w dzień, a niebo było
zasłonięte przez miliony gwiazd. Księżyc był w pełni. Ruszyłam nad Jezioro, aby
ugasić pragnienie. Gdy doszłam do brzegu, zanurzyłam pysk w orzeźwiającej
wodzie. Nagle za plecami usłyszałam szelest. Odwróciłam łeb i spostrzegłam, że
Sanito stoi o kilka kroków ode mnie.
- Cześć - przywitałam go.
Mruknął coś w
odpowiedzi i podszedł do tafli wody. Również się napił, po czym zapytałam:
- Znalazłeś drogę do jaskini?
- Tak - odparł nieprzyjaźnie.
Posmutniałam.
- Przepraszam za to co wcześniej powiedziałam. Nie chciałam
się tak zachowywać, ale sam mnie do tego doprowadziłeś.
Spojrzał na mnie
wzrokiem mówiącym "ja?".
- Widzisz, nie lubię arogantów.
Zakończyłam naszą
rozmowę ponurym gwizdem. Podniosłam się już, ale nagle przeszkodził mi głos
Sanito:
- Poczekaj.
Posłusznie się
zatrzymałam i usiadłam z powrotem na ziemi obok psa.
- Co? - spytałam w końcu przechylając łeb.
- Czemu ty jesteś taka wesoła? Bo nie rozumiem - powiedział
ponuro.
- Mam taki charakter. Potrafię się cieszyć z tego, że żyję i
że mam przyjaciół. Gdybyś okazał choć trochę entuzjazmu, to miałbyś ich dużo.
Jesteś fajny i miły, na swój sposób, ale unikasz kontaktów.
Posłałam mu przyjazne
spojrzenie.
- Ale ja chętnie się z Tobą zaprzyjaźnię, jeśli mnie nie
odepchniesz i nie uciekniesz od przyjaźni - dodałam.
Pies spojrzał na mnie
z wyraźną niechęcią.
<Sanito?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz