sobota, 3 stycznia 2015

Od Mangi do Nike

Nie miałam gdzie się podziać. Serio, wokół za dużo się działo. Co chwila za przychodziły nowe psy, nie nadążałam. Wszystko stawało się obce i zbyt wielkie do ogarnięcia... Nie byłam w stanie podejść do psa i zagadać. Nie ogarniałam świata..
Większość czasu spędzałam polując. Starałam się rozwijać bardziej swoje umiejętności walki wręcz. Ale na tych ternach nie było godnych przeciwników. Kończyło się na tym, że pierwszy i ostatni ruch wykonywałam ja, łamiąc zającowi kark. I tak tego nie jadłam.Nie miałam ochoty. Instynkt mówił mi: " Ty upolowałaś. więc należy się tobie". Nie chciał pozwolić aby ktoś inny znalazł moją padlinę i pożarł owoce moich sił. Zanosiłam jedzenie do sfory. Kto chciał to sobie wziął. Ja nie miałam apetytu.
Usiadłam na skale przy jeziorze. Słońce raziło moje oczy, promienie odbijały się od tafli. Przyjemny wiosenny wietrzyk rozwiewał delikatnie perłowo-kawowe futro na karku, strącał liście z brzóz, które wirującym ruchem opadały delikatnie na tafle wody, tworząc wodne pierścienie, marszcząc wodę. Westchnęłam, utkwiwszy wzrok w jeziorze.
" Kafel", myślałam, " Gdzie jesteś, bracie? Wtedy gdy tak bardzo cię potrzebuję..."
" Jesteś miękka" mówił głos w mojej głowie. " Zmiękczyłaś się, odkąd zaczęłaś szukać pomocy w tych całych sforach... Dałabyś radę sama. Nie jesteś twarda... Jesteś mięczakiem"
"Wiem", odpowiedziałam mu. " Słaba" warknął. " Delikatna, żałosna, rozbeczana sunia!"
" Przestań!" pokręciłam głową. " Uginasz się pod moimi słowami?" zakopertował głosik. " Mała i głupia.. Taka jak WTEDY!"
Miałam już dość tej wolny umysłowej. Warknęłam w myślach: stanowczo z mocą jaka objawiała się tylko przy prawdziwym pojedynku.
" Nie zmieniłam się. Wciąż wiem co to odwaga i siła woli. Gdybyś porównał mnie z innymi psami ze sfory, wyniki były by jasne. Ja zawsze wygrywam!"
Coś poruszyło się. W błyskawicznym tempie przybrałam pozycję ataku, a moje uszy niczym radary próbowały zwęszyć niebezpieczeństwo. Mój pysk zwrócił się w kierunku psa, który widocznie nie zdając sobie sprawy z mojego istnienia, usiadł dalej, przy drugim brzegu. Rozluźniłam się lekko, gdyż wiedziałam, że to jeden ze sfory. Był owczarkiem, tak jak ja.
Posiadał szarą sierść, z białymi znaczeniami na pysku, uszy lekko ciemniejsze..Zaraz, zaraz... Znam to umaszczenie!
Postanowiłam się zbliżyć.. Odważnie zgadałam.
- Nike?
Pies odwrócił się. W jego głębokich, brązowych oczach dostrzegłam ten sam błysk co u Nike. Poczułam wielką ulgę. Nareszcie ktoś znajomy! Ktoś kto nie jest obcy, ktoś co nie pachnie tym nieznanym, kąsającym zapachem, tylko wonią przywołującą wspomnienia...
- Manga! - wykrzyknął z radością.
Podeszłam do niego i go uściskałam - przyjacielsko, gdyż znając mnie, nigdy nie byłam typem romantyka.
< Niku? ^^>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz