- Z własnym synem chcesz walczyć? - szepnąłem mu do ucha z zawiścią - To dobrze, choć popamiętasz, że Ria nie będzie tą, której zrobisz dzieciaka i bezczynnie będziesz patrzył jak ledwo żyje... Zapamiętaj... Nie będziesz krzywdził bezkarnie mojej matki... - warknąłem.
Stanął oszołomiony... Ale w końcu musiał się dowiedzieć, że ma syna...
Nagle dzwon. Walka... Widziałem jego słabość. Od razu się na niego rzuciłem. Ja jestem jeszcze młody, a jego czasy na szczycie właśnie się kończą... Mimo, że miała to być zwykła walka od razu rzuciłem mu się do gardła... Zacząłem dusić... Ale oczywiście... Ludzie musieli wkroczyć...
- I tak mnie popamiętasz... - warknąłem wypluwając z pyska jego sierść...
~***~
Podszedłem tylko do klatki matki... Otarłem się o jej szyję.
- Niedługo wrócę... - szepnąłem.
Pierwszy raz po za podziemia... Ledwo przedarłem się przez miasto... Ale w końcu znalazłem lasy, jeziora, polany. Dało się wyczuć zapachy innych psów, zwierzyny także. Od razu zauważyłem młodą sarenkę. Normalne psy chyba je jadają... Ale jak ją złapać... ? Pokarm zawsze miałem od ludzi... Obok mnie zauważyłem psa, raczej sukę, która czaiła się na nią. Postanowiłem się jej przypatrzeć.
Na początku cicho stąpała na bezpiecznej odległości, po chwili zaczęła biec za zwierzęciem. A to zaczęło uciekać, jednak suka ją dogoniła, ale była za mała, by ją zabić. Ruszyłem w jej stronę i także zaatakowałem sarnę. Suczka się wycofała, a ja obaliłem zdobycz.
- Brawo - uśmiechnęła się.
Spojrzałem tylko na nią przelotnie.
- Omega - uśmiechnęła się.
- Mefisto... - zrozumiałem jej gest jako przedstawienie, więc zrobiłem to samo.
- Nie jesteś stąd? Nie było tu jeszcze takiego zapachu... - spojrzała na mnie łapiąc zapach.
- Stąd, czyli? - uniosłem obojętnie brew.
- Posiadam sforę... - westchnęła - Możesz zostać.
Kiwnąłem głową.
~***~
Dostałem swoją jaskinię... Pewnie i tak nie będę z niej korzystał, ale mniejsza z tym... Teraz przynajmniej, jak usuną walki z naszego miasta, będę miał gdzie się przechować choć na kilka dni...
Stanął oszołomiony... Ale w końcu musiał się dowiedzieć, że ma syna...
Nagle dzwon. Walka... Widziałem jego słabość. Od razu się na niego rzuciłem. Ja jestem jeszcze młody, a jego czasy na szczycie właśnie się kończą... Mimo, że miała to być zwykła walka od razu rzuciłem mu się do gardła... Zacząłem dusić... Ale oczywiście... Ludzie musieli wkroczyć...
- I tak mnie popamiętasz... - warknąłem wypluwając z pyska jego sierść...
~***~
Podszedłem tylko do klatki matki... Otarłem się o jej szyję.
- Niedługo wrócę... - szepnąłem.
Pierwszy raz po za podziemia... Ledwo przedarłem się przez miasto... Ale w końcu znalazłem lasy, jeziora, polany. Dało się wyczuć zapachy innych psów, zwierzyny także. Od razu zauważyłem młodą sarenkę. Normalne psy chyba je jadają... Ale jak ją złapać... ? Pokarm zawsze miałem od ludzi... Obok mnie zauważyłem psa, raczej sukę, która czaiła się na nią. Postanowiłem się jej przypatrzeć.
Na początku cicho stąpała na bezpiecznej odległości, po chwili zaczęła biec za zwierzęciem. A to zaczęło uciekać, jednak suka ją dogoniła, ale była za mała, by ją zabić. Ruszyłem w jej stronę i także zaatakowałem sarnę. Suczka się wycofała, a ja obaliłem zdobycz.
- Brawo - uśmiechnęła się.
Spojrzałem tylko na nią przelotnie.
- Omega - uśmiechnęła się.
- Mefisto... - zrozumiałem jej gest jako przedstawienie, więc zrobiłem to samo.
- Nie jesteś stąd? Nie było tu jeszcze takiego zapachu... - spojrzała na mnie łapiąc zapach.
- Stąd, czyli? - uniosłem obojętnie brew.
- Posiadam sforę... - westchnęła - Możesz zostać.
Kiwnąłem głową.
~***~
Dostałem swoją jaskinię... Pewnie i tak nie będę z niej korzystał, ale mniejsza z tym... Teraz przynajmniej, jak usuną walki z naszego miasta, będę miał gdzie się przechować choć na kilka dni...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz