Przyjaźń od wieków była mi obca. Nie tolerowałem zbytnio miłości, jaką obdarowała mnie matka. To była tylko słabość, która jest niczym nie zdolna do zakrzepnięcia blizna. Urodziłem się ostatni, a byłem za słaby aby się doczołgać do matczynego mleka. Albo po prostu mi nie zależało? Mogłem umrzeć, a wtedy wydarzenia potoczyły by się inaczej. Sato byłby jeszcze na świecie... Nitro nie miałby problemów... Cira nie straciła by dziecka... Nie umarła by matka... Mogłem policzyć na palcach nieszczęścia przyciągnięte moimi narodzinami, niczym metalowe wióry do magnesu. Jestem jedynie jednym wielkim chodzącym po świecie pechem. Pociągłe westchnienie Kory wyrwało mnie z rozmyślań.
- Więc..? - zapytała łagodnie.
- Nie gódź się na to. - urwałem krótko.
- Chcę ci tylko pomóc...
Skrzypienie rozmokłej trawy poinformowało, że Kora zrobiła pare kroków bliżej mnie. Była tak blisko, że byłem w stanie policzyć jej krótkie beżowe wąsy odstające od pyszczka. Speszyło mnie to, więc uciekłem wzrokiem w dół na nagle dziwnie interesującą tafle wody, gdzie jak przez szybę obserwowałem kłęby mułu wijących się na dnie. Moje zmarszczone odbicie falowało, a ponury bezwyrazowy psi pysk o głębokich karmelowo - orzechowych oczach patrzył na mnie bez wyrazu. Obok malowało złoto- kremowe odbicie zgrabnego psiego pyska o długich opadłych uszach otaczające oba boki głowy. Czarne jak dwie kule oczy spojrzały na mnie, a kąciki jej pyska uniosły się.
- Co tak patrzysz?
Nie odwróciłem wzroku.
- Przyglądam się.
- Widzę.
Wymieniałem wzrok - raz na swoje odbicie raz na jej. To pomogło mi odwrócić uwagę od krępującej sytuacji - była za blisko...
Nagle wypaliłem - to było coś nadzwyczajnego. Jeszcze nigdy nie odezwałem się sam z siebie - większość słów jakie wydawałem to były krótkie, wymijające odpowiedzi na pytania.
- Nie chcę mieć przyjaciół, bo nie chcę obciążać cię swoją osobą. Jestem chodzącym nieszczęściem. Czy wiesz ile śmierci spowodowałem swoim istnieniem? Cztery! Nie chcę aby jeszcze jedna wydarzyła się tutaj - w twoim życiu lub innych. Mam dość ciągłego uciekania od innych psów, ale ja nie chcę być dla nikogo ciężarem... Czuję się jak w klatce, której ściany ciągle się kurczą i zamykają mnie w potrzasku! Ten cały świat mnie przytłacza, a życie normalnego psa jest niemożliwe...
Oderwałem wzrok od wody, gdzie na ponurym pysku psa wciąż malowała się obojętność. Myślałem, że na pysku Kory ujżę to nieszczere politowanie, które widzę u każdego mijającego mnie psa, ale ujrzałem dziwne zrozumienie. Odsunąłem się, zrywając napięcie.
- Za dużo powiedziałem. Powinienem trzymać język za zębami...
Kora zareagowała szybciej niż się spodziewałem.
- Nie, nie, dobrze zrobiłeś! Uwierz, jestem osobą godną zaufania... I rozumiem cię.. .Nie chcesz mieć przyjaciół bo coś zdarzyło się w twoim życiu co nie pozwala ci zawierać kontaktów...
- Nie róbmy z tego wielkiego dramatu - odwróciłem wzrok z niewyczytywanym skołowaniem.
Kora położyła mi łapę na ramieniu, a ja wzdrygnąłem się na jej dotyk.
< Kora? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz