piątek, 9 stycznia 2015

Od Taylor CD Maxwell

Przyjrzałam się psu uważnie. Wiedziałam, że kłamie, ale nie o to mi chodziło. Patrzyłam, czy nie ma żadnych ran. Oceniając sytuację pozytywnie pokręciłam tylko łebkiem.
-Ja muszę wracać do pracy, zostawiłam Arię samą... Jeśli ma milion pacjentów to ja będę winna. - powiedziałam wzdychając. -Zakładam, że Ty też masz sporo pracy...
-Tak...
-A może byśmy się spotkali? Nocą jezioro jest przepiękne... - rozmarzyłam się.
-Jasne. - uśmiechnął się.
-To do zobaczenia. - odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę jaskini, gdy sobie o czymś przypomniałam. -Max! - krzyknęłam.
-Hm? - uniósł jedną brew i spojrzał na mnie pytająco.
Podbiegłam i pocałowałam go w policzek.
-Dziękuję za ratunek przed wilkami. - po tych słowach uśmiechnęłam się i pobiegłam pomóc Arii zostawiając nieco zdziwionego psa.
~***~
-Jestem! - krzyknęłam zdyszana. Pielęgniarka pomagała jakiemuś dalmatyńczykowi.
-Akurat, kiedy trzeba! - ucieszyła się suczka. -Złamanie otwarte, rób, co trzeba.
-Oczywiście! - od razu złapałam za narzędzia i zaczęłam operować.
Dwie godziny później było po sprawie. Uradowany pies podziękował i wyszedł.
-Max uratował go przed bólem. - uśmiechnęłam się lekko odkładając maść. -A przynajmniej częściowo. -dodałam.
-Fakt. - powiedziała Aria. -Nie martw się, podczas twojej nieobecności nie było nikogo, a ten dalmatyńczyk przyszedł może pięć minut przed tobą. - suczka uspokoiła mnie. Zapewne zauważyła po mojej minie, że było mi głupio ją tak zostawić.
-Jeszcze na chwilę wyjdę dzisiaj wieczorem, dobrze? - spytałam.
-Jasne, nie ma sprawy. - powiedziała potwierdzając swe słowa uśmiechem.
-Dziękuję. - zamerdałam wesoło ogonkiem.
~***~
Przybiegłam na miejsce spotkania. Terier już na mnie czekał.
-Długo tu czekasz? - spytałam.
-Nie, przed chwilą przyszedłem. - wydawał się być zamyślony.
-To dobrze... Bałam się, że aż znudzisz się czekaniem... Miałam sporu pacjentów. - powiedziałam z ulgą.
Pies wyglądał, jakby się nad czymś wahał. W końcu powiedział.
-...
<Max?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz