Tym razem podeszłam bliżej i usiadłam obok niego. Wciąż patrzył na mnie rozwścieczony.
-Max, ja rozumiem, czego się boisz. - zaczęłam.
Trochę się uspokoił. Również usiadł.
-Ale ja nie oczekuję od Ciebie miłości. -dokończyłam.
-Nadal nie rozumiesz?! - znów ujrzałam w jego oczach gniew.
-Nie chodzi o to, czy rozumiem, czy nie. - mówiłam wciąż spokojnie. -Chciałabym tylko, żebyśmy zostali przyjaciółmi. Myślę, że przyjaźń nie zaszkodzi... Teraz jesteś poddenerwowany moim ciągłym naleganiem... Rozumiem to, dlatego proszę tylko, żebyś to przemyślał. Nie musisz się zgadzać, zrozumiem to i chociaż to zaboli: uszanuję, ale proszę właśnie o przemyślenie. - powiedziałam, po czym wstałam i wyszłam.
~***~
Siedziałam w swojej jaskini i patrzyłam na padający śnieg. W pewnym momencie poczułam zapach zbliżającego się psa.
-Zakładam, że przemyślałeś moją propozycję... - zaczęłam. Przełknęłam ślinę. Miałam nadzieję, że się zgodzi...
<Max?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz