Ehh... stanowisko medyczki bywa naprawdę nudne! Tak dawno już nikogo u mnie nie było... Kolejny raz odkurzałam tą samą już dawno czystą półkę z ziołami.
-Aria! - krzyknęłam do pielęgniarki.
-Tak? - równie znudzona sunia przybiegła od razu licząc na zadanie.
-Nie, niestety nikt nie przyszedł... Przejdę się. Jakby co będę nad wodospadem, to dość blisko, więc jakby co możesz mnie zawołać. - powiedziałam i już mnie nie było. Powoli ruszyłam w stronę wody. Ahh wreszcie świeże powietrze! Kiedy ja ostatnio wychodziłam? Położyłam się przy wodzie i położyłam łeb na łapach. Zanurzyłam nos. Nie zdążyłam zbyt długo tak poleżeć. Usłyszałam głos pielęgniarki.
-Taylor! Taylor szybko! - głos Arii był zrozpaczony.
-Już! - ruszyłam biegiem. Teraz tylko sprint... i pies? Tak. Pies stał mi na drodze. Przeskoczyć czy zahamować? Nie, nie przeskoczę, ja przecież nie umiem skakać! Nie wyhamowałam i wpadłam prosto na teriera.
-Przepraszam! Słuchaj, zaraz Ci to wyjaśnię, ale mam pacjenta, więc... do zobaczenia! - spojrzałam na psa przepraszająco i ruszyłam do jaskini medycznej.
Rany na skórze psa były straszne, jakby zaatakował go co najmniej lew. Uporałam się z nimi i połamanymi kośćmi w nieco ponad godzinę.
-Następnym razem uważaj. - uśmiechnęłam się promiennie i pożegnałam zabandażowanego członka sfory.
-Wreszcie ktoś nas odwiedził. - Aria była zadowolona.
-No... - usiadłam zmęczona zabiegiem. -Terier! - po chwili przypomniałam sobie o psie, na którego rano wpadłam. -Zaraz wracam! - krzyknęłam i ruszyłam najszybciej, jak umiałam. Był niedaleko, polował na jelenia. Usiadłam, żeby mu nie przeszkadzać. Gdy upolował i zjadł podeszłam.
-Hej. - wesoło zamerdałam ogonem.
-To ty na mnie wpadłaś? - pies lekko się uśmiechnął.
-Taaaaaaa - powiedziałam przedłużając "a". -Słuchaj, przepraszam. Spieszyłam się do pacjenta... Nagły wypadek. -zaczęłam tłumaczyć.
-Jaaaasne. - powiedział w podobny sposób.
-A wiesz, skakać nie umiem... Bym na Ciebie nie wpadła, ale - westchnęłam. Przez chwilę patrzył na mnie pytającym wzrokiem. Wahał się, czy nie kłamię. -Możesz się śmiać. Ja też się pośmieję. Nie martw się, nie jestem jedną z tych suczek, które płaczą, gdy się je krytykuje. - znów się uśmiechnęłam. -Jestem Taylor. - podałam przyjaźnie łapę.
-Maxwell. - uścisnął ją.
-A Ty umiesz skakać..? - spytałam powoli.
-Jasne, że umiem. To bardzo proste. - powiedział.
-Ale nie chodziło mi o zwykłe skoki, tylko tak wiesz, trochę wyżej. Tak jak w takich psich zawodach... Jak się one nazywały? Coś na "a"...
-Agility. - podsunął.
-Właśnie! Umiesz? - spytałam.
-Można tak powiedzieć. - odpowiedział.
-Pokaż. - zamrugałam wesoło oczami. -Prooosze. - zrobiłam słynne "wielkie oczy".
<Max?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz