-Późno już... Lepiej już pójdę- powiedziałem i obejrzałem się w kierunku jaskini.
- Ja też...
Następnego dnia wcześnie się obudziłem i znowu musiałem iść na polowanie... No w końcu jestem myśliwym, muszę polować dla sfory... Wbiegłem do lasu i właśnie zagryzałem młodą sarenkę, gdy usłyszałem czyiś głos:
- Nie żal ci zabijać biednej sarenki?
Puściłem sarnę i odwróciłem się, przede mną stał Nike.
- Staram się nie myśleć o tym, wszyscy muszą coś jeść, my akurat sar... Ej, gdzie ona jest?!
Zwierzątko korzystając z zamieszania umknęło w głąb lasu. Zacząłem węszyć i biegnąć za tropem. Nike był tuż za mną. Po chwili wybiegliśmy na polanę, zatrzymałem się gwałtownie i wyhamowałem parę centymetrów przed rwącą rzeką. Cofnąłem się i zapytałem psa:
- Umiesz pływać?
- Prawdopodobnie lepiej od ciebie - roześmiał się.
- To dobrze, bo nie jest to spokojna rzeka.
Przepłynęliśmy ją i po chwili znaleźliśmy sarenkę. Po chwili nieśliśmy ją już z powrotem, do sfory. Naglę stanąłem:
- No dobra mistrzu pływania, jak ją teraz przeniesiemy przez rzekę?
( Nike? U mnie z weną tyci lepiej xD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz