Biegłam ile sił w łapach. Nie patrzyłam pod nogi i przedemną nagle "wyrósła" dość spora gałąź. Potknęłam się o nią, a że Raphael był tuż za mną spadł na mnie. Wylądowaliśmy tak, że stylakiśmy się nosami. Była to lekko niezręczna chwila. Patrzyliśmy sobie w oczy, lecz po chwili Raf zszedł ze mnie.
- Nic ci nie jest?- spytał i pomógł mi wstać
- Nie. Tylko szkoda, że ty miałeś miękkie lądowanie- zaśmiałam się i otrzepałem z trawy
Potem szliśmy już dalej spokojnym krokiem. I na polanie spędziliśmy tak cały dzień. Było świetnie. Po tym wszystkim pies odprowadził mnie do jaskini.
- Dzięki- powiedziałam
- Za co? Za spacer czy za przygniecenie cie?- spytał i zaśmiał się
- Za to pierwsze- zaśmiałam się
- Nie ma za co- powiedział
Ja w odpowiedzi uśmiechnęłam się. Raphael już odchodził, lecz ja za nim zawołałam:
- Stój!- krzyknęłam i podbiegłam do niego ten odwrócił się, a ja pocałowałam go w policzek
Pies się uśmiechnął i zobaczyłam w jego oczach błysk.
(Raphael? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz