-Nie zgrywaj mi tu twardego. Albo dasz mi się opatrzyć, albo opatrzy Cię śmierć. - warknęłam.
Psa nieco zdziwiło moje podejście.
-A co ty taka wredna? - spytał.
-A nic. Chodź. - mruknęłam pod nosem.
Ruszyliśmy do jaskini medyków. Dess cały czas bacznie mi się przyglądał, ale nie obchodziło mnie to. Dotarliśmy po chwili. Wyjęłam bandaże i zioła, a także kremy znieczulające.
-Kładź się. - wskazałam mu łapą stół.
-To nie będzie konieczne. - na pysku psa ukazał się grymas.
-Owszem będzie. - spojrzałam na psa surowo.
-Coś się stało? - w jego tonie było słychać zarówno troskę jak i zdziwienie.
-Nic takiego... - szepnęłam. Z trudem powstrzymywałam łzy. Jedna kapnęła na ranę Despero.
<Dess? Wróciłam xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz