Wtedy z mojego pyska zniknęła ta poważna mina i też się zasmuciłem.Druga łza spłynęła po policzku Taylor.Gdybym tylko mógł tak coś zrobić.Pocieszyć ją...i spytać o co chodzi.Ale to nie takie łatwe...Dalszy zabieg przebywał w ciszy,a kiedy Taylor założyła mi już wszystkie bandaże zaczęła cicho płakać.Poszła na bok i usiadła przed jaskinią.Podszedłem do niej i usiadłem obok.
-Ej,nie płacz.-Powiedziałem i próbowałem się uśmiechnąć by poprawić jej chumor jednak ona nadal płakała.
-O co chodzi?-Spytałem.
Suczka tylko odwróciła łeb w moją stronę i wydukała:
-M-Ma-Max.
Już powoli się wszystkiego domyślałem...wszystko się składało już powoli do siebie.Jak na razie wiedziałem tylko,że to moja wina...że to przez mnie Taylor teraz cierpi...lekki uśmiech zszedł z mojego pyska.
-Taylor,to moja wina...prawda?-Spytałem próbując złapać wzrok suczki.
(Taylor?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz