-Słuchaj,ja nie chcę walczyć.-Broniłem się odchodząc powoli w tył.
-Ja wiem,jesteś mięczakiem.Który to raz Raphael?-Spytał nie zwalniając tępa.
-Chyba z czwart.-Odpowiedziałem ostro.
Ignis uśmiechnął się i przybił mnie do drzewa.
-Puść bo...
-Bo co?Powalisz mnie swoją ostrą mową?-Spytał ironicznie i puścił mnie i zaczął odchodzić w moją stronę.
-Tylko w gębie jesteś mocny,ale nie uderzysz.Przemyśl to sobie...-Powiedział tylko i odszedł.Ja tylko złapałem się lekko za szyję i poszedłem dalej.Z zwieszonym łbem szedłem przez ciemny las nie zwracając uwagi na pohukiwanie sowy czy wycie wilka.Wreszcie doszedłem do urwiska.Chodziłem tam dość często.Było tu zawsze cicho i zapuszczały się tu tylko niektóre z wilków i zagubionych jeleni.Nagle poczułem,że ktoś do mnie podchodzi.To było pewne.Ignis.Skoczyłem w tył łapiąc psa,ale kiedy już powaliłem go zauważyłem,że to przecież Roxi.Ale mi wtedy było wstyd.
-Przepraszam.-Powiedziałem schodząc z niej.
(Roxi?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz