***
Jezioro było dość ładne, ale różowe. Trochę...nie moje klimaty. Mimo to usiadłam na pomoście i czekałam, aż pies dojdzie do mnie. Po niecałej minucie usiadł przy mnie. Milczeliśmy jakiś czas, aż odezwał się:
- Wiesz, po czym poznać dobrego przyjaciela?
- Po czym? - Wiedziałam, ale dałam mu powiedzieć.
- Po tym, że się z nim dobrze milczy.
Uśmiechnęłam się. Jak się go trochę poznało, był miły...
- Może popływamy? - Rzuciłam po chwili jakby od niechcenia.
- Dobrze. - Powiedział szybko, i zanurkował w jeziorze. Podążyłam za nim. Woda była zimna, ale przyjemna. Nagle, Negro zniknął mi z oczu. Nigdzie nie było go widać...
- Negro! Gdzie jesteś!? - Zawołałam i rozejrzałam się.
- Tutaj! - Usłyszałam jego głos. Wyłonił się z wody tuż za moimi plecami.
- Nie strasz psów! - Odwróciłam się i zaśmiałam. Zauważyłam, że ma cos w pysku...
- Dla Ciebie... - Powiedział podając mi mały, turkusowy przedmiot. Chyba wisiorek, albo kamyczek.
- Dzięki. - Wzięłam podarek.
( Negro?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz