poniedziałek, 9 lutego 2015

Od Sanito CD Taylor

Zastaliśmy u jej wejściu jakiegoś psa, prawdopodobnie medyka Harrisa. Wyglądał na zmartwionego, jednak gdy dojrzał nas na horyzoncie, pysk wykrzywiło mu uczucie ulgi. Westchnął głęboko i posłał nam zdruzgotane spojrzenie.
- A dokąd to się wybieraliście? - warknął trochę groźnie. - Taylor, miałaś odpoczywać! Ile ja teraz mam na głowie! Przed chwilą dowieźli kolejnego rannego, nie mogę się zająć wami wszystkimi teraz!
- Bez obaw - Taylor machnęła po kumpelsku łapą kiedy staliśmy już twarzą w twarz z psem. 
- Ale.. ty... ? - minę miał niepewną gdy nagle westchnął rozpromieniony. - A no tak ty jesteś tutejszą medyczką! Dzięki.
Zniknął we wnętrzu jaskini. Ruszyliśmy za nim.
W jej wnętrzu było ciepło, cieplej niż nad jeziorem. Moje ciało przeszły przyjemne ciarki. W powietrzu pachniało ziołami i drapiącymi w nozdrza maściami. Psiknąłem.Rozejrzałem się. Harris opatrywał łapę pewnemu psu o rudej lekko zmierzwionej sierści i krótkich klapniętych w pół uszach. Obok stała szarawa, niska suka rasy border collie. Patrzyła na psa wzrokiem... pełnym niepokoju.  Kątem oka zauważyłem jak Taylor ucieka wzrokiem od pary leżącej u boku medyka Harrisa, dyskretnie wycofując się za moje plecy. Westchnąłem. 
- Czy... czy będzie z nim dobrze? - odezwała się nagle suka Border Collie. 
- Oczywiście - promienny uśmiech Harissa dodał jej otuchy. - To tylko małe zadrapanie. Dziękuje. -mruknął, kiedy skończył owijać bandażem łapę rudego psa. 
Taylor zaczęła nakładać bandaż na moją ranę. Mimo, że chciała to ukryć widziałem wyraźnie jak niepostrzeżenie puszcza wzrok w kierunku pary gawędzącej z Harrisem. Przez nieuwagę zaciągnęła bandaż za mocno. Chciałem syknąć, "uważaj!" ale puściłem tę uwagę mimo bólu, zaciskając zęby, i kładąc uszy.
Taylor zobaczyła moją reakcję.
- Coś nie tak?
- Źle tu pachnie - skłamałem. 
Jej reakcja na tę parę od prawej przypomniała mi kogoś. W pewnej sforze... Którą jeszcze pamiętałem. Był taki Carybuu i nijaka Lauren... Smutna historia. Jednak jak zwykle mnie nie ruszała.
- Gotowe. - mruknęła Taylor odchodząc ode mnie aby przyjrzeć się swojej pracy. Ucisk pod gardłem mi się nie podobał. Zacisnąłem łapę na bandażu i lekko szarpnąłem. Taylor posłała mi karzące spojrzenie.
- Ciasne. - marudziłem.
- Przyzwyczaisz się.
Para psów wyszła z jaskini, za plecami Taylor. Nareszcie. 
Wstałem, szykując się do odejścia. Taylor zrobiła krok w moją stronę.
- Nie, ty tu zostajesz. - warknąłem. - To zapłata od ciebie za chodzenie w tym gównie - znów szarpnąłem bandaż - tak bardzo mnie cisnął.
Taylor zaśmiała sie.
- Dobrze, już dobrze, buntowniku.
< Tay? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz