Lekko się uśmiechnęłam. Na chwilę zapomniałam, dlaczego chciałam odejść, jednak zaraz wszystko,wróciła. Radość momentalnie zeszła mi z pyska, co pies od razu zauważył.
-Coś nie tak? - spytał zaskoczony.
-Nic takiego... - szepnęłam. -Zagrajmy w chowanego. - powiedziałam, po czym podbiegłam do drzewa i zaczęłam głośno liczyć. Zrobiłam to, żeby nie widział, jak płaczę. Nie chciałam, żeby pomyślał, że jestem byle ryksą... Gdy tylko usłyszałam, jak pies biegnie wesoło w drugą stronę (jego pazury ślizgały się na lodzie) przeszłam na ciche liczenie. Wytarłam łzy.
-On już nie wróci... - szepnęłam. Ze spuszczonym łbem zaczęłam szukać Doo. Idąc tak walnęłam w drzewo.
-Au.. - mruknęłam.
Do mych uszu dotarł tłumiony śmiech. Spojrzałam w górę. Pies siedział na drzewie.
-Masz mnie. - wyszczerzył się.
-Niechcący Cię znalazłam. - powiedziałam.
-Płakałaś? - spytał schodząc. Aż tak widać?
-Nie. - odwróciłam łeb.
<Doo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz