-Co Ty tu robisz?! - spytałam zaskoczona.
-Mógłbym spytać o to samo. - mruknął.
-Czemu nie masz bandaża? Ta rana wygląda okropnie. - skrzywiłam się.
-Nie zmieniaj tematu. - powiedział.
Popatrzyłam na psa krzywo. Skąd wiedział, że się wymknę? Nikt miał o tym nie wiedzieć... Co on tam w ogóle robił?! Bo chyba by mnie nie odwiedzał...
-No szłam sobie nad jezioro... - zaczęłam.
-Nwet nie próbuj. - nie musiałam nawet kończyć zdania. Domyślił się.
-Umówmy się tak: ja nie będę próbowała się zabić, a Ty grzecznie poczekasz, aż rana się wygoi nie zdejmując bandaży i pozwalając zająć się tym medyczce. - spojrzałam na psa poważnie.
Patrzł na mnie chwilę, jakby zastanawiając się, czy się zgodzić. W końcu westchnął.
-No dobra.
Lekko się uśmiechnęłam. Pies pozostał jednak nie wzruszony.
-A kto jest tą medyczką? - spytał po chwili.
-Ja. - zaczęłam się śmiać. Sanito patrzył na mnie wielkimi oczami.
-Żartujesz, prawda?
-Nie. Idziemy. - wyszczerzyłam się do zdziwionego psa i ruszyłam do jaskinii. Nie miał wyjścia, musiał ruszyć za mną.
<Sanito? XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz